5. A pamiętasz jak?

   „A” ostatnio ciągle w biegu. Na nic nie ma czasu. Na rozmowę też czasu nie ma. W pośpiechu rzuci parę słów. To nie jest rozmowa. Trudno z tych myśli ubranych w poszarpane słowa złożyć choćby jedno zdanie.
Oto przykładowy zestaw takich poszarpanych myśli, jakie „A” wypowiedziała w ciągu paru ostatnich sekund: „nie ma klimatyzacji”, „właśnie cię szukam”, „za dziesięć jedenasta”, „to też jest mój gabinet”, „tylko parę kartek”, „wrócę za 20 pół godziny;)”. Uwielbiam "Scrabble", ale nie mam czasu na zabawę w składanie słów i myśli „A”. Mnie też czasu brakuje. Żyję w „niedoczasie”. (Ma coś w sobie to słowo „niedoczas”). Brakuje mi czasu. Bo taki teraz czas. Niech się pani od polskiego oburza. Celowo powtarzam słowo „czas”. Powtórzenia są niezbędne i fajne – CZASEM.

    Powtórzę zatem raz jeszcze. Celowo powtarzam słowo „czas” bo o czasie chcę z „A” dziś porozmawiać. Trzy słowa kojarzą mi się czasem: „przeszłość”, „przyszłość”, „teraźniejszość”. Augustyn (wielki filozof) uważa, że przeszłość już była, zatem nie istnieje. Przyszłości jeszcze nie ma, zatem też nie istnieje. Jest więc tylko teraz. Gdy przyjdzie „A”, zapytam ją czy zgadza się z tym, że przeszłości i przyszłości nie ma.
„Kupiłam lody czekoladowe” To było pierwsze zdanie wypowiedziane przez „A”, gdy zapytałem ją, czy zgadza się, że nie istnieje przeszłość, skoro już minęła. (O przyszłość zapytać nie zdążyłem.)
A: No jak? A wspomnienia? Nie masz wspomnień? A pamiętasz jak było kiedyś? Guma "Donald" i "Turbo". Niezapomniany ich smak.
F: Pamiętam. A pamiętasz te historyjki? Zbierało się je. Chyba z Donalda, bo w Turbo to były samochody. A pamiętasz co robiliśmy na podwórku?
A: U ciebie na pole czy na dwór się wychodziło?
F: Jasne, że na dwór.
A: U nas na pole.
F: A pamiętasz zabawy podwórkowe?
A: Podchody, gra w klasy, w chowanego i guma. Mieć gumę do skakania to było coś. Taką długą, niepowiązaną. Luksus.
F: Coś pamiętam. Nie było to łatwe. Najpierw kostki, łydki, potem kolana i wyżej. Coraz trudniej. Wolałem kapsle. Nie masz pojęcia co to poduszkowce. To nie dla dziewczyn było.
A: I te nieustanne podwórkowe krzyki: Do domu! Maaaamo, Maaaamo! Rzuć klucze!
F: I dialogi: „Dzień dobry. Jest Kaśka? Jest. A wyjdzie na dwór?” I tak do czasu, aż nie wyszła, sekwencja pytań powtarzana średnio co 15 minut przez inną osobę.
A: A pamiętasz co się wtedy oglądało?
F: Jasne, że pamiętam. „Tik Tak”, „Pan Kracy”, „Monika i Kulfon”.
A: No i „Teleranek” i „5, 10, 15”.
F: „Teleranek” to w niedzielę. Chodziliśmy też na poranki. To chyba jakieś bajki były. Potem z tatą do „Antałka”. Kultowe miejsce w moim mieście ten „Antałek”.
A: A pamiętasz jak założyli telewizję kablową? Jakbyśmy znaleźli się w innym świecie. Z dziesięć programów było. Większość po niemiecku i angielsku.
F: „MTV” było. Puszczali tam porządną muzykę. Prince’a puszczali. Był Elton John i pierwszy porządny RAP.
A: I “New Kids on The Block” i “Depeche Mode”, “Guns N' Roses” i nasz “Papa Dance” i “Top One” – to trochę kiczowate.
F: Miałaś magnetowid?
A: Miałam. I dwie kasety na zmianę puszczane: „Rambo” i „Krwawy sport”.
F: A pamiętasz wypożyczalnie kaset wideo? Zazdrościłem innym, że mają karnet do tej wypożyczalni. U nas „widea” nie było.
A: Kasety magnetofonowe pamiętam. Głupie to było. Ale kupowałam czyste, żeby nagrywać utwory z „Trójki”. To jak polowanie na muzykę.
F: Trochę później usłyszałem „Autobiografię” i już nie dało się spać spokojnie. Pierwsza gitara. Piosenki na trzy chwyty. Pierwsze koncerty. Pierwsze wypite piwo. Jakbyśmy wchodzili do nieznanego świata. Może nie warto było wychodzić z tego znanego?
A: U mnie non stop SDM i Antonina Krzysztoń.
F: A pamiętasz jak do szkoły się chodziło?
A: Białe kołnierzyki (to nie serial z Netfilxa) wykrochmalone i wyprasowane.
F: Czy wykrochmalone to nie pamiętam. Pamiętam fartuszek, tarcza (nr 5) i czerwoną odznakę „wzorowy uczeń”.
A: Ciepłe mleko pamiętasz?
F: I bułki słodkie. Na długiej przerwie sprzedawali.
A: A ZPT pamiętasz?
F: A później PO. "Uczeń „X” melduje klasę gotową do zajęć".
A: Pierwsza miłość i zazdrość. I dyskoteki szkolne. W stołówce albo w internacie.
F: Zapraszaliśmy dziewczyny z innych szkół. Bo u nas prawie sami faceci.
A: A pamiętasz „Złote Myśli”. Taki zeszyt z przekładkami i pytaniami o wszystko: ulubiony kolor, muzykę, i kto jest twoją sympatią. Każdy się wpisywał. No i najbardziej erotyczna gra tamtych czasów: „FLIRT”.
F: Maturę pamiętam. To była cała procedura. Ściągi w kanapkach. Nadkruszona szyba w oknie toalecie. Po godzinie chyba można było wyjść do toalety i przemycić zadania. Rozwiązywała je umówiona matematyczka z praktyk.
A: I nauczyciele, którzy udawali, że nie widzą. I ściągi na udach, pod sukienką.
F: Pierwszą randkę pamiętam. Nie było kawiarni. Może coś było. Ale gdzie tu pójść? Stres od rana. O czym rozmawiać z tą dziewczyną, przez te kilka godzin? To było wyzwanie.
F: A pamiętasz co się wtedy czytało?
A: „Bravo”, „Popcorn”, a później „Cogito”. Plakaty w nich były. Pełno Harlequinów w domu. Nie wiadomo skąd się tam brały. Te fioletowe były najlepsze.
F: W średniej królował Stachura. Niektórzy u nas czytali. Większość chyba nie. Ale Stachura był jak tlen pośród tego bełkotu na elektrotechnice, czy maszynach eklektycznych. Zamykało się oczy i widziało się te słynną „gałązkę jabłoni”.
A: pamiętasz jak piło się wodę sodową z sokiem, od tego pana z wózkiem?
F: Skąd on miał tyle szklanek? Piliśmy z jednej?
A: Mortadele pamiętam, taką w bułce tartej – stylizowana na kotlet schabowy.
F: Szynka HAM w puszce. Mama dostała paczki z pracy. Jak jakiś dar z niebios. Aż żal było otwierać.
A: A pamiętasz jak rodzice imprezowali? Cały dom w kłębach dymu. Popielniczki i butelki na stole. W tle telewizor. Głośno.
F: Pamiętam wałki w domu na ścianie. I jebitną fototapetę. Kanapa ledwo żywa i jakaś ścianka meblowa. A naprzeciw nagle, nie wiadomo po co, wyspa i palmy. Leżysz na tej kanapie pod palmą. Ojciec chyba trzy dni kleił to na ścianę.
A: Sobotnie kąpiele w wannie znoszonej ze strychu pamiętam. Wiadomo było, że jutro niedziela. A jak niedziela to i podpłomyki z ciasta, które zostało przy robieniu makaronu. To mój smak niedzieli.
F: Proporczyki na ścianach i puszki na szafie – cała kolekcja. Znów nie wiadomo po co. Ale była.
F: Miejsca kultowe też pamiętam. „Składnica harcerska”, „MDK”. „Twierdza” i „Polonia”. No i „Bunkier” i „Highlander”, gdzie w beczkach się siedziało. Daisy i Donlad – pierwsze pizzerie, ponad 30 lat temu założone. Koktajlbar. I frytki i tosty – są do dziś. Ciekawe czy smakują tak samo?
A: Pewex też pamiętam i moją pierwszą lalkę Barbie, z kompletem ciuchów i butów. Kosztowała 7,5$. To był majątek, a mi tato kupił lalkę.
F: Tak dawno i niedawno to było.
A: Ale było i jest. Tyle wspomnień wypowiedzianych jednym tchem. Może banalne te wspomnienia: puszki, mortadela, czy białe kołnierzyki. Ale są. I są nasze. A skoro są, to istnieją. Przeszłość istnieje zawsze, gdy do niej we wspomnieniach wracamy. Nie ma racji Augustyn.
F: Ciągle coś staje się przeszłością. Co pamiętać? Wszystkiego się nie da.
A: Zobacz ten tekst z Żółtego Zeszytu. Przeczytaj to! Co koty pamiętają z dni? Pamiętają, jak wraca się z zimna i miejsce najcieplejsze, i gdzie dostają jeść. I gdzie zadano im ból, pamiętają wrogów, nerwowość ptaków, ciepłe opary ziemi, użyteczność kurzu. Pamiętają skrzypienie łóżka, krok właściciela, smak ryby, cudowną śmietanę. Koty pamiętają z dni to, co ważne. Wspomnieniom bez wartości pozwalają odejść i zapadają w sen mocniejszy niż my, którym pęka serce, bo pamiętamy tyle rzeczy nieważnych".
F: A my pamiętamy tyle rzeczy nieważnych.
A: To czemu je pamiętamy? Bo są ważne. Zabierają do świata, gdzie wszystko było mniej ważne i serce tam nie pękało. Wehikuł czasu. Ale czym dla ciebie jest czas?
F: Słupkiem rtęci bez skali dla tych, co chcą oszukiwać. To Thomas Mann.
A: Taaaa, może jakoś prościej.
F: Jest to miara zmiany, którą przeżywamy. Nie ważna jest jednostka tej miary. Nie ma znaczenia, czy to będzie sekunda, godzina, miesiąc lub rok. A prościej jest to nieustanne przechodzenie z przyszłości do przeszłości z naciskiem na TERAZ. Od tego TERAZ zależy to, jaka będzie ta przeszłość i przyszłość.
A: Dla mnie czas to system mi narzucony. Wraz z narodzinami ktoś nadaje ci jakąś datę, która wyznacza to, czy jesteś, czy cię nie ma. Od momentu istnienia zaczyna przesypywać ci się piasek w klepsydrze. Widzę całe rzędy klepsydr, a między nimi moją. A ja nie chcę być tylko klepsydrą. Zniknąć, uciec i poczekać, aż ktoś stwierdzi, że mnie nie ma, bo nie ma o mnie wieści, informacji, znaku. A wtedy ci, którzy nadali mi datę, zakończą mój CZAS, a ja będę, tylko nie w ich systemie.
F: Koniec na dziś „A”. Bierzemy się do roboty. W końcu za to co „ważne” nam „płacą”. A tym, za co nam nie płacą, czymś ważniejszym, znów zadziwmy się za tydzień.
Chodź ze mną po pracy na frytki. Zobaczymy, czy po 35 latach smakują tak samo. A tak na marginesie wiesz kto to powiedział: Czymże więc jest czas? Jeśli nikt mnie o to nie pyta, wiem. Jeśli pytającemu usiłuję wytłumaczyć, nie wiem. ?
Foto © TZ

Komentarze

Prześlij komentarz